Świat według kota, czyli vademecum poczatkującego kociarza

Świat według kota, czyli vademecum poczatkującego kociarza
4 grudnia 2011 Marki Marki

 

JAK PRZYGOTOWAĆ SIĘ NA PRZYJĘCIE KOTA?

1. Wybierz dobrą, zrzeszoną w dowolnym kocim związku hodowlę.
Od razu zapomnij o kotach bez rodowodu. Nie będę tu powtarzała argumentów do znudzenia przytaczanych przez hodowców. Już chyba każdy słyszał, że RASOWY= RODOWODOWY, a i tak wciąż niektórzy twierdzą „mnie na rodowodzie nie zależy”. OK. Ja to prawie rozumiem, z tym, że prawie czyni wielką różnicę. Mogę pojąć, że komuś nie zależy na wyglądzie, charakterze i zdrowiu kota, ale dlaczego chce Ragdolla zamiast po prostu adoptować kociaka ze schroniska, tego pojąć nie mogę.

Może jednak kogoś zainteresuje informacja, że od stycznia 2012 roku wchodzą w życie zmiany w ustawie o ochronie zwierzat, w myśl których:

Art. 10.a. 1 Zabrania się:
wprowadzania do obrotu zwierzat domowych na targowiskach, targach i giełdach;
prowadzenia targowisk, targów i giełd ze sprzedażą zwierząt domowych;
wprowadzania do obrotu psów i kotów poza miejscami ich chowu lub hodowli

2. Zabrania się rozmnażania psów i kotów w celach handlowych.

Ale… uwaga, uwaga, proszę o koncentrację, dalej ustawa mówi:

6. Zakaz, o którym mowa w ust.2, nie dotyczy hodowli zwierząt zarejestrowanych w ogólnokrajowych organizacjach społecznych, których statutowym celem jest działalność związana z hodowlą rasowych psów i kotów.

Czyli, jakby się kto pytał, kota bez rodowodu można jedynie oddać, a nie go sprzedawać. Jeśli więc ktoś będzie oferował na sprzedaż kocięta „rasowe bez rodowodu”, to będzie to działalność sprzeczna z prawem.

2. Skontaktuj się z hodowcą i porozmawiaj z nim.
Pamiętaj, że ludzie upodabniają sie do swoich zwierząt, czyli osoba niesympatyczna zapewne oferuje niesympatyczne koty. Jeżeli czujesz w głosie hodowcy, że najchętniej nasikałby ci do butów, zastanów się głęboko…
Większość hodowców uprzedza w ogłoszeniach i na stronach, że „na SMS-y, niepodpisane maile i telefony z numerów zastrzeżonych nie odpowiada”, więc musisz dostosować się do tych wymogów i ewentualnie pożyczyć telefon z niezastrzeżonym numerem, by im sprostać.
Jeśli już uda ci się skontaktować z hodowcą, będziesz musiał na początku zadeklarować, czy chcesz kotka w wariancie „na kolanka”, czy „wystawowego, do hodowli”, bo od twojej deklaracji zależy cena kota. Skomplikowane? Wcale nie. Oto kot. Chcesz go wykastrować? Kosztuje X. Chcesz przeznaczyć go do rozrodu? Kosztuje dwa razy tyle albo coś koło tego. Elementarne, drogi Watsonie.

3. Poproś o przysłanie Ci wzoru umowy kupna-sprzedaży, bo możesz się potężnie zdziwić. Lepiej, gdy zaskoczenie dopadnie Cię przed ekranem komputera, niż po przejechaniu po upragnionego kotka trasy ze Szczecina do Krakowa.

Dokładna analiza umowy często upewni cię, że Twoje uprawnienia do ZAKUPIONEGO kotka ograniczają się do tego, że wolno ci wziać go na kolana i pogłaskać. Co ciekawsze zapisy mówią na przykład o:

-obowiązku kastracji/sterylizacji (to w sumie oczywiste, skoro tak chciałeś i tyle zapłaciłeś), ale także o obowiązku przysłania w określonym terminie oryginału zaświadczenia od weterynarza o przeprowadzonym zabiegu;

-obowiązku wysyłania hodowcy zdjęć kotka co określony czas (np. co kwartał);

-możliwości przeprowadzenia badania stanu zdrowia kota w ciągu trzech dni (a potem hodowca za nic nie odpowiada);

-konieczności odwiezienia kota, oczywiście na swój koszt, jeśli w ciągu trzech dni od zakupu kot rozchoruje się – celem wyleczenia go i oddania zdrowego (Kraków pozdrawia Szczecin);

-prawie hodowcy do pierwokupu kotka, jeśli kiedyś zapragniesz go sprzedać, za np.jedną czwartą ceny zakupu;

-obowiązku wykastrowania pupila kupionego w wariancie do hodowli (czyli droooogiego) przez ewentualną odsprzedażą obcej osobie

-obowiązku wczesnej kastracji/sterylizacji kociąt, które legalnie wyhodowałeś (przecież kupiłeś kota do hodowli!);

i wiele, wiele innych interesujących punktów oraz wysokich kar umownych (najchętniej wEuro).

4. Zarezerwuj Skarbusia, prędziutko wpłać zaliczkę,
(masz na to 3 dni) i dobrze policz, kiedy możesz go odebrać, bo za każdy dzień zwłoki hodowca doliczy Ci odsetki. Zapytaj przy okazji o karmę i rodzaj używanego żwirku, aby nie dokonywać zbyt gwałtownych zmian w życiu twego nowego przyjaciela.

5. Kup:
-zakrytą kuwetę wyposażoną w filtry wymienne, ewentualnie proszek do posypywania żwirku neutralizujący zapachy, oraz odpowiedni żwirek;
-dwie miseczki, ale nie połączone ze sobą, bo mycie ich jest skomplikowane (żeby umyć jedną, trzeba opróżnić obie);
-transporter w rozmiarze stosownym dla dorosłego wariantu twego kota (Devony ważą około 3 kilo, dorodny, wykastrowany Mainkun może ważyć 12 kilo);
-drapak, kocimiętkę (lub krople walerianowe, które koty także uwielbiaja wąchać) i zabawkę;
-jedzonko, najlepiej takie, jak dostaje w hodowli;
-szczotkę dla kota i szczotkę do swoich ubrań;
Natomiast zakup posłanka sobie daruj, Twój Kot i tak będzie spał tam, gdzie sam zechce (najpierw pod szafą lub łóżkiem, potem na szafie, na lodówce, na parapetach i oczywiście w Twoim łóżku).

6. Przywieź swoje cudo do domu i uzbrój się w cierpliwość.
Wiem, wiem, czekałeś tyle czasu i sądzisz, że Twój pupil od razu wskoczy Ci na kolana, zamruczy i będzie się przytulał. Taaaak. Możesz o tym raczej zapomnieć. Miałam okazję przywieźć do domu już kilka kotów, z dobrych, sympatycznych hodowli, w których kocięta były zadbane i dopieszczone, a jednak zawsze zmiana domu powodowała potężny stres. Od trzech dni do tygodnia pobytu pod/za łóżkiem, to z reguły po prostu norma. Najlepsza zaś metoda, aby ułatwić kotu aklimatyzację, to dać mu święty spokój. Kuweta musi być bliziuteńko miejsca, które kotek upatrzył sobie na schron, miseczki także, i należy przerażonego malca po prostu ignorować. Próby nawiązywania kontaktu tylko zwiększają niepokój kici i przedłużają proces zadomawiania się.

Co do kuwety, mam kilka uwag praktycznych.
-Na początku radzę wyjąć drzwiczki kuwety, żeby ułatwić malcowi zadanie, zamontować dopiero wtedy, gdy Kić bez problemu kuwetę zaakceptował.
-W moim domu każdy kot oczekuje, że będzie miał własną i osobistą kuwetę. Negocjacje nie wchodzą w grę, bo w ramach niezbitych argumentów koty sikaja do łóżka, aby podkreślić swe stanowisko w tej sprawie.
-Kuwetę należy stawiać z dala od miseczek, bo kotom to zdecydowanie odpowiada.
-Kuweta doskonale nadaje się do stania w toalecie, można nawet w drzwi łazienkowe wmontować specjalna klapkę/drzwiczki dla kotów
-Jeśli w domu jest pies, można nauczyć kota korzystania z kuwety postawionej w ustronnym miejscu, na półce o szerokości kuwety, dłuższej od kuwety o przynajmniej jedną długość kota i zamocowaną jakiś metr nad ziemią, poza zasięgiem ciekawskiego psiego nochala. U mnie sprawdziło sie idealnie, psiska z żalem musiały skończyć patrolowanie zawartości kuwet bo nie dosięgały.
-Kuweta wymaga sprzatania codziennego, zgodnie z instrukcją na żwirku. Bywają żwirki biodegradowalne, nadajace się do spłukiwania w toalecie, bywają żelowe, trocinkowe, zbrylające i niezbrylające, zapachowe i pochłaniające zapachy – przetestuj i wybierz taki, który odpowiada Ci/Twojemu kotu najbardziej.

A może chcesz, aby Twój kot swobodnie wychodził na dwór?
Sprawa ma dwa aspekty.
Są osoby twierdzące, że kot wolnochodzący to – prędzej, czy później, ale raczej prędzej – kot martwy.
I są osoby, które twierdzą, że nie długość życia się liczy, ale jakość, i kot jako urodzony łowca nie powinien być ograniczany.

Mnie się wydaje, że czego się nie zna, tego się nie żałuje. Czy Państwo tęsknią np. za truflami, których smak jest ponoć wybitny? A za truskawkami ze śmietaną?
Trufli nigdy nie jadłam, więc ich nie pożądam, świeżutkie truskaweczki owszem, zjadłabym nawet zaraz (jest grudzień). Myślę, że z kotami jest podobnie. Jeśli nie znają smaku samotnych wypraw w nieznane, będą raczej spragnione miziania pod szyjką, wylegiwania się na kaloryferze, oraz towarzyszenia pańciowi przy pisaniu na komputerze (z konieczną opcją stepowania po klawiaturze).
Kiedy ostatnio kot łaził po klawiaturze, nasza Córka stwierdziła: tato, kot loguje się na allegro. Dobrze, dobrze – odpowiedział spokojnie Mój Małżonek – tylko dopilnuj, żeby nie licytował.
A jeśli jest taka możliwość, można kotu zrobić wolierę zewnetrzną, aby mógł sie powygrzewać w słoneczku. Natomiast wypuszczanie kota na nieosłonięty balkon równa się morderstwu. 100 razy wyjdzie, przeciągnie się i zalegnie na środeczku, a za 101 razem zobaczy jednego, cholernego ptaszka, i wyskoczy. Będzie nisko – nic mu sie nie stanie, ale wystraszy się i ucieknie, a prawdopodobieństwo odnalezienia go będzie znikome. Będzie wysoko – zabije się. To nieprawda, że kot zawsze spada na cztery łapy i nic mu nie będzie. Na cztery łapy to on spada z lodówki lub szafy, ale nie z trzeciego piętra!!!!

7. Spryskaj drapak kocimiętka lub kroplami walerianowymi i na górze przywieś atrakcyjną zabawkę.
Zapach powinien przywabić delikwenta, a próbując dostać się do zabawki nauczy się, jak milutko jeździ się pazurkami po drapaczku. A skoro o pazurach mowa, warto je podcinać, do czego idealnie nadają się specjalne kocie nożyczki (do nabycia w sklepach zoologicznych). Zabieg nie jest trudny, aczkolwiek kota nie zachwyca (ponieważ kota generalnie nie zachwyca jakakolwiek ingerencja w jego urodę), ale wykonalny bez większego problemu. Jeśli obawiasz się, że przy tej okazji Twój koteczek ozdobi Ci ręce ozdobnymi szramami, co oczywiście może się wydarzyć, jeśli go wkurzysz, proponuję zawinąć kota w kocyk i wystawiać do zrobienia manicure po jednej łapce. W tym wariancie pożądane jest uczestnictwo trzech istot: dwóch wykonawców (jeden trzyma, drugi tnie) oraz oczywiście kota.
Acha, zabieg całkowitego usunięcia pazurów przez weterynarza jest absolutnie nielegalny!!!
No dobra, pazurki podcięte, drapaczek kupiony i spryskany, a Twój koteczek zmierza w kierunku skórzanej kanapy firmy Kler w celu wypróbowania jakości twego umeblowania. I nie o spanko mu bynajmniej chodzi, planuje raczej dokonać gustownej perforacji cennego obicia. Widzę w takiej sytuacji kilka rozwiązań:
-uznać, że materiał typu skóra znacznie lepiej wygląda w wariancie postrzępionym, bo nabiera cech antyku,
-uznać, że już dawno trzeba było kanapę wymienić na nową, najlepiej metalową
-spryskać kanapę specjalnym środkiem zniechęcającym, dostepnym w sklepach zoologicznych.
Istnieje jeszcze dodatkowe rozwiązanie, związane z faktem, że kot nie przepada za wodą. W ekstremalnej sytuacji można odzwyczaić kota od robienia czegoś niepożądanego, pryskając na niego wodą ze spryskiwacza. Należy bezwzględnie uważać, aby pryskać z boku, nie na wprost, bo można nawet zrobić mu krzwdę, ale kilka niespodziewanych pryśnięć z reguły uczy kota, że to miejsce jest niefajne i lepiej go unikać. Istotna uwaga: zraszając kota nie należy się odzywać! Chodzi o to, aby nieprzyjemną wilgoć skojarzył z miejscem i swoim działaniem, a nie – broń Boże z ukochanym Pańciem. Ponieważ w innym wypadku może nadal powtarzać niepożądane zachowanie, tylko że pod nieobecność właściciela (a przypomnę, że prędzej, czy później, każdy musi iść do toalety), no i może stracić do właściciela zaufanie, a przecież to ostatnia rzecz na jakiej Ci zależy.
Na marginesie. Wszystkie osoby, które moją poradę potraktowały jako znęcanie się nad zwierzęciem, zapraszam serdecznie do najbliższego schroniska, w którym niektóre koty siedzą dlatego, że ludź nie umiał się z nim dogadać i ustalić zasad współżycia akceptowalnych dla obu stron. Może lepiej spryskać je w ekstremalnych sytuacjach, niż pozbywać się?

8. Karm kota z rozsądkiem.

Wystarczy wejść do sklepu zoologicznego, aby dostać oczopląsu na widok mnogości kocich suchych karm. A z karmami jest trudna sprawa, jeśli chodzi o jakość, bo właściwie jak ją ocenić? Ja bym kierowała się zdrowym rozsądkiem, czyli wyeliminowałabym najtańsze (no bo przecież składniki musza kosztować), i oczywiście poczytała opinie właścicieli użytkowników w Internecie. Z reguły nic z tego nie wyniknie, bo zdania i gusty zarówno właścicieli, jak i kotów są podzielone. Ale można wyeliminować te karmy, po których większość „pojeźdża”, bo w końcu z czegoś ta niechęć musi wynikać. A potem pozwoliłabym podejmować decyzję kotu, oczywiście w granicach zdowego rozsądku. Ostatnio bardzo spodobała mi się porada doświadczonej hodowczyni kotów, która swoim pupilom robi mieszanki z kilku karm, np. Royal Canin, Profium, Pro Plan, Bosh, Bozita, Animonda. Okazuje się, że Jej kotki wybierają z miseczki to, co najbardziej lubią i w ten sposób może zaspokoić wyrafinowane gusty całego stadka. A posiadacz jednego kota może po prostu poeksperymentować tak, aby kotu dogodzić.
W tym miejscu aż się prosi napisać o Whiskasie. Nie mam na to żadnych dowodów, ale miłość kotów do karm tej firmy wydaje mi się podejrzana. Karma jest podobno kiepskawej jakości, a koty chca się za nią zabić. Co gorsza, kot, który jadł whiskas, odmawia jedzenia czegokolwiek innego! Być może producentowi udało sie uzyskać genialny smak, nieporównywalny z niczym, taką kocia ambrozję. A może w środku jest coś, co kota uzależnia? Nie mam pojęcia i nie zamierzam się wymądrzać. Na wszelki wypadek whiskasa nie kupuję (prócz saszetek na pocieszenie w razie wyjątkowego stresu), ale podobno jeśli do dużej porcji karmy świetnej jakości, ale niezbyt lubianej przez kota, dosypie się ciutkę whiskasa, to całośc zaczyna pachnieć w nęcący kota sposób i kić wciąga jedzonko bez wybrzydzania.
Proszę pamietać, że kot, w przeciwieństwie do psa, powinien mić stały dostęp do miseczki z karmą (ciągłożerca?!) i oczywiście z wodą. Mleko wprowadzamy baaardzo ostrożnie, obserwując wypróżnienia. Jeśli nie pojawią się biegunki, mleczko można dawać – ponieważ koty, wychowane prawdopodobnie na stosownych przekazach literackich – mleko bardzo lubią. Jeśli krowie mleko szkodzi, można przetestować mleko skondensowane, mleko kocie firmy whiskas o obniżonej zawartości laktozy i śmietanki do kawy.
No i oczywiście można dzielić się z kotem naszymi zapasami z lodówki. Mile widziany jest zwłaszcza twarożek, serki homogenizowane zwykłe i smakowe, jajka (lekko ścięte, w każdym razie białko koniecznie ścięte), szczególnie wartościowe są podobno przepiórcze.
Z mięs polecany jest drób, szczególnie indyk, oraz wołowina i cielecina. Z ryb: tuńczyk, sardynka, łosoś i makrelka z puszki, no i w ogóle rybka, najlepiej gotowana krótko w lekko osolonej wodzie, pozbawiona ości (filecik z dorsza raz, poproszę…). Co do gotowanej wątróbki, lubianej przez koty, mam mieszane uczucia, bo z reguły obiadek tego typu kończy sie dodatkowym sprzątaniem kuwety.
Nie zaszkodzi kotu dodanie do rybki lub mieska ciutki makaronu, ryżu, ziemniaczków czy kaszy, zdrowe są też gotowane warzywka, o ile oczywiście kot zechciałby sie skusić.
A czego kot jeść nie powinien?
-przede wszystkim surowego białka jaj, wędlin, wieprzowiny i byle jakich suchych karm. Ja nie darzę zaufaniem kocich karm puszkowanych, ale może niesłusznie.
Pozostaje wspomnieć o odkłaczaczu. To ważne, aby zapobiegać tworzeniu się tzw. pilobezoarów (co za nazwa!) czyli po prostu kłaczków w przewodzie pokarmowym. Kłaczki te powstają, bo kot jest czyściochem, myje sie wylizując futerko, ale niestety wypluć włosków nie potrafi, więc je łyka. A potem toto zalega w przewodzie pokarmowym i powoduje, że kot miewa odruchy wymiotne, czasem specjalnie je trawkę, aby sprowokować wymioty i jednym słowem ma brzusiowy dyskomfort. Kupować należy więc karmę z odkłaczaczem, albo podawać kotu specjalne preparaty likwidujące problem.
Chyba nigdy nie skończę. Właśnie przypomniałam sobie, co uwielbia mój kot. Otóż uwielbia papirus, zwłaszcza młody, tak do 40 cm wysokości. Zżera go z uwielbieniem i ma ogromny żal do mojego meżą, że przestawia doniczkę, aby roślinkę hodować w celach dekoracyjnych zamiast spożywczych.

9. Dbaj o kocie zdrowie.
Takie stwierdzenie wydaje się banałem, bo przecież każdy chce, aby jego kot był zdrowy (jak również szcześliwy i piękny, czego sobie i Państwu również życzę).
W celu utrzymania kicia w dobrym zdrowiu i kondycji
-przestrzegaj terminów szczepień:
*kocię na 8, 12 i 16 tygodni według najnowszego schematu, uwzględniającego długą odporność nabytą od matki,
*koty dorosłe po roku od kocięcych szczepień a następnie co 3 lata;
-starannie go odrobaczaj weterynaryjnymi pastami typu Vetminth;
-zabezpieczaj przed pasożytami jeśli ma jakikolwiek kontakt ze światem zewnetrznym (np. poprzez kontakt z psem lub kotem wychodzacym, albo po prostu sam wychodzi). Najlepszy jest Stronghold, bardzo łatwy w podaniu, wszechstronny w działaniu (aż mi sie zrymowało, sorry);
-dbaj o uszka (kontroluj ich wnętrze);
-pilnuj, żeby oczy były czyste, a typom łzawiącym wycieraj zacieki, bo mogą się namnażać chorobotwórcze bakterie;
-stosuj odkłaczacze:
-skonsultuj z weterynarzem menu twojego kota, bo może potrzebny jest dodatek witamin i mikroelementów. Jednak nie przesadzaj, bo nadmiar w tym wypadku bywa bardziej szkodliwy niż czasowy niedobór;
-możesz pokusić się o mycie pupilowi zębów, można też dodawać do wody do picia specjalne środki dezynfekujące pupilowi paszczę, a co za tym idzie redukujące bakterie mające wpływ na powstawanie kamienia;
-zrób mu testy na kocią białaczkę i koci AIDS, żeby ewentualnie odpowiednio go traktować;
-wykastruj go/wysterylizuj ją, o ile nie planujesz sformalizowanej hodowli;
-zachipuj go, bo wypadki chodzą po ludziach i po kotach też,a zachipowany kot ma większą szansę powrócic w twe stęsknione ramiona, jeśli gdzieś niespodziewanie nawieje i zabaluje.

10. Kup mu drugiego kota.

Drugi kot jest doskonałym pomysłem, ale trzeba starannie przemyśleć wszystkie szczegóły. Jako ostrzeżenie pozwolę sobie przytoczyć historię zderzenia – bo tak chyba trzeba to nazwać – moich kotek.
Kaśka – cudna, dorosła kotka syberyjska trafiła do nas w momencie, gdy Alfa – nasza kicia dachowiec – powiła właśnie kocięta. Aby nie prowokować konfliktu spotkanie obu kotek odłożyłam na po-odchowaniu-kociaków. Kiedy maluchy trafiły do nowych domów, nadszedł czas na imprezkę integracyjną dla Alfy i Kasi, z pysznościami w miseczkach w tle. Spodziewałam się, że obie damy mogą nie od razu przypaść sobie do gustu, domyslałam się, że mogą być o siebie zazdrosne, ale tego co nastąpiło nie przewidywałam w najgorszych snach.
Na widok kaśki Alfa wpadła w autentyczną panikę, graniczącą z histerią. Kasia wykazywała widoczną chęć nawiązania kontaktu z nowa koleżanką, a im bardziej czuliła się do Alfy, tym bardziej ta była przerażona. Oddzieliłam kotki, ale siła stresu okazała się porażająca. Alfa przez kilka dni cierpiała na koszmarne biegunki, jak sie potem okazało, na tle nerwowym. Dochodziła do siebie powoli i wszystko było dobrze, aż do chwili ponownego kontaktu, a wtedy następowała „powtórka z rozrywki”. W sumie dziewczyny zaczęly się akceptować dopiero po kilku miesiącach, przy czym Kaśka garnęła sie do Alfy, a Alfa jedynie ją tolerowała.
Długo nie rozumiałam, dlaczego kocica z natury towarzyska i przyjazna, zaprzyjaźniona z kotami sąsiadów i regularnie udzielająca się towarzysko na wiejskich kocich zebraniach (że o romansach nawet nie wspomnę), nagle spanikowała na sam widok przyjaznej do bólu Katarzyny.
Dziś wiem już, o co chodziło.
W kociej mowie ciała nastroszone futerko oznacza agresywne zamiary. Alfa, jakby nie było, wiesniaczka, nieraz zetknęła się z sygnałami agresji u tubylczych kotów, wiedziała więc doskonale, że napuszony kot oznacza nadciągający atak. Kaśka została przez obdarzona długim włosem przez Matkę Naturę, ale skąd Alfa miała to wiedzieć?
Zobaczyła „agresywną” Kaśkę, wykonała wszelkie gesty pokojowe, a Kasia, zamiast zostawić ją w spokoju wciąż się zbliżała. I wciąż „napuszona” – nieświadoma wrażenia, jakie robi na Alfie.
Myślę, że osoby posiadające koty krótkowłose powinny z dużą ostrożnością decydować się na drugiego kota w wariancie długowłosym i odrotnie. Bo mogą być problemy…
Ale generalnie drugi kot – jak najbardziej tak.

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!